Opublikowano , autor: dokumentalistyka

Monika Maj: Położna

ROZWARCIE NA 7 PALCÓW, AFRYKAŃSKA LEKARKA, POŁOŻNA! POTRZEBNA, AFRYKAŃSKI CUD, PRZYJ MOCNIEJ!!!

Rękoma służę temu co najbardziej kruche ale jednocześnie najcenniejsze – ludzkiemu życiu.”- tak mówi Monika Nowicka, która dwa lata temu ukończyła Uniwersytet Medyczny w Warszawie , dziś pracuje w przychodni zdrowia na Misji Bogisini w Tanzanii.

– Pewnego dnia do izby przyjęć trafiła kobieta z „bólem w podbrzuszu w 6 miesiącu ciąży” ,chciałam wykonać badanie wewnętrzne pacjentce . Gdy kobieta zdjęła ubranie zobaczyłam główkę w kroczu i zdążyłam tylko założyć rękawiczki. Na świecie pojawiła się 1,2 kilogramowa dziewczynka, która w skali Apgar otrzymała 6-7-8 punktów w kolejnych minutach życia. Mama była zmęczona/przestraszona/do tego chyba też nie za bardzo chciała opiekować się maluszkiem. Monika, bo tak dostała na imię ta dziewczynka, zmarła jednak po kilku godzinach życia.

Takie historie towarzyszą Monice każdego dnia już od 2 lat. Wyjechała tam dzięki pomocy organizacji „Solidarni”. Jest zafascynowana tym, że może pomagać innym, przyjmować nowe cuda na świecie, towarzyszyć kobietom w najpiękniejszym momencie ich życia. Praca daje jej wiele satysfakcji, a także przysparza trudności, które stara się zwalczyć. Walczy z malarią, AIDS, uczy jak przygotować się do porodu i co po nim. Przekracza granice, robi rzeczy niemożliwe w ekstremalnych sytuacjach, to wszystko po to, aby ratować drugiego człowieka. Mówi, że to co robi to bardziej traktuje jako służbę niż pracę

– daję siebie ludziom którzy potrzebują pomocy medycznej ale nie tylko… Czasem to tylko potrzeba by wytrzeć łzy jakiejś sierocie czy wesprzeć mamę, która właśnie poroniła swoje dziecko. Czasem jest to transport ciała zmarłego do domu, a czasem pogodzenie małżonków czy ochrzczenie dzieci. Każdy dzień jest inny i nigdy nie wiem co mi przyniesie, kto się narodzi, a kto umrze.

Przychodnia w której pracuje Monika jest bardzo mała, posiada jedną salę porodową z dwoma łóżkami, oddział położniczy z 5 łóżkami, oddział dziecięcy z 8 łóżkami i oddział dla kobiet z 9 łóżkami. Mimo to, pełni funkcję małego szpitala, działającego na pełnych obrotach.

POCZĄTEK

-Już od kilku lat fascynował mnie wolontariat, dawanie siebie innym, służenie potrzebującym aż w końcu trafiłam do CChW Solidarni działającym przy SMA. Poznałam tam Wolontariuszy, Misjonarzy Świeckich i Misjonarzy Kapłanów którzy pracowali na misjach w Afryce. Zachwycałam się każdą opowieścią, każdym zdjęciem, filmem. W 2008 roku wyjechałam na krótki projekt międzykulturowy do Togo (Afryka Zachodnia). To było to! Zakochałam się w Afryce! Po przyjeździe wiedziałam że to nie był mój ostatni wyjazd na ten kontynent. Potem odnalazłam w sobie powołanie misyjne i zostałam Misjonarką Świecką SMA. Byłam świeżo upieczoną położną i dostałam propozycję wyjazdu do Tanzanii na Misję Bugisi.

Pierwsze dni w pracy to było nieustające dziwienie się i przełamywanie. Nie opiekowałam się nigdy tak wieloma osobami umierającymi – czy to dziećmi czy dorosłymi – początkowo było to duże obciążenie psychiczne. Dużo dziwienia się – z prowizorycznych udoskonaleń – bo nie pomyślałabym by zwykłą nitką wiązać pępowinę, mierzyć ciśnienie ręcznie bez stetoskopu, przyjmować poród wcześniaka w zupełnej ciemności, czy przyszywać dziecku palec u stopy w środku nocy przy świetle latarki czołówki. Ale też dużo pięknych spotkań choć to trwa do dziś – ludzie są wspaniali i wiele mi dają te znajomości, dużo się mogę uczyć od moich sąsiadów, pacjentów, nowych znajomych.

TRUDNE CHWILE

Polityka rządu Tanzanii wobec kobiet ciężarnych jest bardzo destrukcyjna. Kobieta nie może rozpocząć karty ciąży dopóki nie przyjdzie na pierwsza wizytę ze swoim mężem. Pomysł ten ma na celu zbadanie obojga na obecność wirusa HIV. Jest bardzo wiele przypadków kobiet zgwałconych, samotnych, oraz mających mężów pracujących daleko od domu, które nie mogą rozpocząć karty ciąży. Największym problemem jest to, że wiele kobiet i dzieci umiera ,a wszystko przez to, że rząd zakazuje leczenia kobietom nie posiadających mężów, dzięki temu kobieta taka nigdy nie dostanie żelaza, nie zostanie zbadany u niej poziom hemoglobiny, nie zobaczy położnej.

-Jednym z najcięższych psychicznie przypadkiem dla mnie był poród martwego dziecka u pacjentki zarażonej wirusem HIV. Dziecko nie żyło już od kilku dni więc po narodzeniu dziecko było w strasznym stanie – było bardzo zmacerowane, ciało zaczynało się rozkładać. Był to bardzo przykry widok i przeżycie dla mnie, która przyjęłam go na świat oraz dla matki bo to było jej już drugie dziecko, które zmarło.

To niestety, jedna z wielu sytuacji, będących skutkiem złej polityki rządu. Praca w przychodni, gdzie brak środków na podstawowe materiały medyczne, a liczba pacjentów przekracza trzy krotnie liczbę miejsc wolnych wprowadza w zakłopotanie. Przez to więcej smutku, łez, śmierci.

Czy miewasz chwile, kiedy myślisz -to nie dla mnie, wracam do Polski?

– Jasne że tak, szczególnie wtedy gdy idzie pod górę, gdy umierają pacjenci którymi opiekowałam się długo z wielką nadzieją że się tym razem uda; wtedy gdy widzę niedożywioną gromadkę dzieci czy całą rodzinę zarażoną wirusem HIV, ale także wtedy gdy dopada nie niemoc i myśl „gdyby to się wydarzyło w innym, bardziej cywilizowanym kraju..” Ale też wiem że muszę zostawić miejsce dla woli Bożej, nie wiem co jest zapisane gdzieś na górze… Robię co mogę, co umiem ale wiem że wszystkim nie pomogę, wszystkich nie uratuję, muszę się z tym pogodzić. Ale to co jest pozytywne – to to, że takich chwil i chęci „rzucenia wszystkiego” jest znacznie mniej niż tych pięknych – gdy skrzydła rosną, gdy przychodzi wzruszenie czy radość z prostych rzeczy, ze zwykłych spotkań z drugim człowiekiem… Z drugiej strony fascynuje mnie człowiek, mój pacjent, który swoim podejściem do życia, do cierpienia, wielką nadzieją, pokorą i wdzięcznością daje wspaniały przykład radzenia sobie w cierpieniu.. Dla mnie ta służba w Tanzanii to szkoła życia – codziennie mam lekcje pokory, cierpliwości i miłości – ale miłości tej bezinteresownej i poza różnicami … A to są najtrudniejsze lekcje w moim życiu.

Dzięki niej, „Monika” stało się jednym z najpopularniejszych imion nadawanych dziewczynkom w Tanzanii. Pierwszy oddech dziecka, głośny krzyk, duże czarne oczy i skręcone w sprężynki włoski są codziennym sensem pracy położnej, Moniki. Codzienna walka i chęć niesienia pomocy jest najlepszym akumulatorem napędzającym do dalszej pracy.

Więcej informacji na blogu: www.poloznawswieciekobietsukuma.blogspot.com

Monika Maj

Możliwość komentowania jest wyłączona.