Opublikowano , autor: dokumentalistyka

Katarzyna Sołowiej: Zawód: korespondent

Studenckie pisma to codzienność. Radia i telewizje zakładane pod egidą uczelni też nikogo już nie dziwią. Ale agencja informacyjna? Na tak wielkie przedsięwzięcie żaden żak się jeszcze nie połasił. Aż do teraz.

W zeszłym roku ze stypendiów Erasmusa skorzystało ponad 14 tysięcy Polaków. 2 tysiące wyjechały na praktyki organizacji AIESEC. Łącznie za granicą studiuje ponad 30 tysięcy osób z polskim obywatelstwem. Do tego dodajmy tych rodaków, którzy wyjeżdżają do pracy czy na dłuższe wakacje, i tych, którzy mają dobrych znajomych w krajach na całym świecie. Zera się mnożą, liczba nazwisk pęcznieje jak wielkość krajowego długu na billboardzie na rogu Jerozolimskich i Marszałkowskiej. Teraz wyobraźmy sobie, że chociaż jedna osoba na tysiąc na tej długiej liście decyduje się zostać korespondentem ISA i oto mamy największą agencję informacyjną w Polsce.

ISA, czyli Informacyjna Studencka Agencja, to projekt zainicjowany przez absolwentów Wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Pomysł zrodził się w listopadzie zeszłego roku. Dziś, pół roku później, ISA ma już własną stronę internetową, 10 stałych korespondentów i jedną sprzedaną depeszę. A to wszystko bez żadnych dotacji, bez sponsorów i bez własnego wkładu finansowego. To nie tylko inicjatywa non-profit, ale wręcz non-budget, przynajmniej na razie.

– Plan jest taki: mamy niewielką redakcję w Polsce, kilka osób tu na miejscu – tłumaczy Andrzej Borowiak, redaktor naczelny agencji. – Cała reszta to korespondenci zagraniczni, czyli ludzie, którzy i tak są gdzieś za granicą i mają ochotę pisać. Studenci, którzy wyjeżdżają na Erasmusa, praktykanci, stażyści, emigranci, a nawet cudzoziemcy chcący pracować dla polskiej agencji. Nie ma żadnych ograniczeń. Wszyscy dostają od nas legitymację prasową i mają status profesjonalnego dziennikarza.

Jest dziewczyna w Nepalu, która przysyła regularnie bardzo ciekawe informacje, i to na tematy, o których w mediach polskich głośno nie jest. O strajkach, o konstytucji, o zamachu na nepalskiego sędziego sądu najwyższego. Jest chłopak w Indiach, który pisze krótkie, ale pełne lokalnego kolorytu wiadomości, na przykład o próbach zainteresowania kobiet pracą na tuk-tukach przez indyjski rząd. Jest też chłopak w Wielkiej Brytanii, jest ktoś w Kanadzie, ktoś w Szwecji, są korespondenci we Włoszech i Francji. Nie mówiąc o tych, którzy dla ISA pisali, ale już wrócili do Polski, i o tych, którzy dopiero wyjeżdżają, ale już zadeklarowali się, że będą tworzyć depesze. A tych jest naprawdę sporo.

– To nie tylko ciekawe zajęcie. Dla osób, które marzą o karierze korespondenta, to prawdziwa szansa – mówi Andrzej Borowiak. – Nie ma czegoś takiego jak praktyki korespondenta, nie ma instytucji, gdzie tej pracy można się nauczyć. ISA może być takim miejscem. Działa to prosto: załóżmy, że mamy korespondenta w Ekwadorze, i ten korespondent przysyła nam kilka naprawdę fajnych depesz. I widzą to ludzie z PAPu, który nie utrzymuje obecnie ani jednego pracownika na terenie Ameryki Łacińskiej. Dlaczego mieliby takiej osoby nie zatrudnić? Jest na miejscu, pisze dobrze, ma informacje, których w polskich mediach brakuje.

Korespondenci piszą za darmo, ale jeżeli depeszę uda się sprzedać, dostają połowę zysku. Tak jak Rafał Chibowski, którego tekst o wyborach prezydenckich w Rosji kupiła Angora. Pismu nie trzeba było wciskać tej informacji, zgłosili się po nią sami. – To nasze pierwsze zarobione 200 złotych. I cały nasz obecny budżet – śmieje się Andrzej.

Jak narodził się pomysł stworzenia ISA? Andrzej Borowiak nie zastanawia się długo nad odpowiedzią. Według niego powstanie agencji to w ogromnej mierze zasługa Marka Millera, dziennikarza i wykładowcy UW. To właśnie on miał mu zaproponować objęcie funkcji naczelnego jeszcze nieistniejącej redakcji. Miller jednak zaprzecza. – Zaproponować? – pyta. – Ja mu nic nie proponowałem. Ja po prostu byłem z Andrzejem na piwie. Rozmawialiśmy o pracy, Andrzej właśnie zaczął pracować w PAPie. Powiedział: chciałbym założyć agencję. Ja mu powiedziałem: to załóż. I tak to się zaczęło.

Obecnie Andrzej wyjeżdża do Chin jako korespondent PAPu, jednak zapewnia, że znajdzie też czas na pisanie dla własnej agencji. – PAP płaci mi od depeszy, więc wiadomo, że nie weźmie wszystkiego, co napiszę. Poza tym będą rzeczy, którymi PAP nie będzie zainteresowany. Myślę, że spokojnie będę mógł pogodzić pracę na rzecz obu agencji.

Nie tylko redaktora naczelnego czeka zdalna praca nad ISA. Rafał Chibowski, edytor, bardzo wiele czasu spędza w Rosji. W rozjazdach będzie również inny członek redakcji, Tomasz Pietrzak, który szykuje się do podróży do Tunezji, Maroko, a po wakacjach – Niemiec. Z obecnego składu w Polsce pozostanie tylko Agnieszka Szymanik. Ale perspektywa przeprowadzania kolegiów za pośrednictwem Skype’a nikogo nie przeraża. – Z początku bałem się paraliżu pracy, ale teraz myślę, że rozstanie może być dla nas dodatkową motywacją – mówi Borowiak. Tym bardziej, że w planach ISA i tak ma sięgać daleko poza granice Polski. Pierwsze kroki ku umiędzynarodowieniu agencji już poczyniono. Zajął się tym Rusłan Sosyn, Białorusin studiujący dziennikarstwo w Warszawie.

– Chcę założyć białoruski i ukraiński oddział ISA. Jak dobrze pójdzie, to potem przyjdzie czas też na Rosję – opowiada. – W tamtych rejonach media są silnie scentralizowane. Nie ma czegoś takiego jak dziennikarstwo obywatelskie, a ludzie nie mają możliwości publicznego poruszania ważnych dla siebie tematów. Żeby coś opublikować trzeba nie tylko wpisać się w komercyjne cele redakcji, ale i przejść przez cenzurę państwową. To znacznie hamuje rozwój niezależnych mediów. Ale ISA jest agencją zagraniczną, poza kontrolą reżimu. To szansa na dotarcie z niewygodnymi dla władzy tekstami do naprawdę dużej grupy odbiorców.

Niezależność ISA jest chyba jej największym atutem. Jak mówi Rusłan: studenckiej agencji można ufać. Marek Miller zdaje się z nim zgadzać. – ISA jest organizacją akademicką, a więc opartą na pewnych wymiernych wartościach. Jedną z tych wartości jest dociekanie prawdy; nie kreowanie rzeczywistości, ale opisywanie jej. Z ISA może powstać europejska, a potem globalna agencja patrząca na świat oczami młodego pokolenia. Czy powstanie – zobaczymy. Na pewno istnieje duży potencjał.

Możliwość komentowania jest wyłączona.