Opublikowano , autor: dokumentalistyka

Katarzyna Sołowiej: Dziewczyny do wzięcia

Tam, gdzie dziś wrasta w ziemię przysadzisty budynek miejskiego sądu, kiedyś stała szkoła podstawowa numer trzynaście. Srebrzący się toyotami parking nie był wtedy parkingiem, tylko zwykłym, dziurawym boiskiem, deptanym przez kolejne pokolenie dzieciaków grających w klasy, dwa ognie i palanta. Ściana frontowa nie była eteryczną mozaiką szyb w kolorze butelkowej zieleni, tylko ociężałą płytą z betonu, pomalowaną najtańszą pomarańczową farbą. A ze ściany spoglądał oczami z kamieni król Władysław Jagiełło w koronie z odłamków szkła.

Był rok 1973. W telewizji emitowali pierwsze odcinki Tolka Banana, w Nowej Hucie odsłaniali pomnik Lenina, a w Bielsku-Białej produkowali pierwszego malucha, kiedy Gosia, Beata i Elka szły do klasy pierwszej.

Gosia, Beata i Elka. Ta Silna, Ta Odpowiedzialna i Ta, Która Wszystkich Zaskoczyła.

Szkoła

Pracownia biologiczna była drugim domem Małgorzaty Mączkiewicz. Okrągła, z krótkimi brązowymi włosami założonymi za uszy, Ta Silna mogła całymi dniami wydłubywać dżdżownice z ziemi i godzinami wgapiać się w uwięzione w terrarium patyczaki. Zamiłowanie do fauny i flory wyniosła z domu, a raczej dwupokojowego mieszkania na Gagarina. Ojciec był wykładowcą biologii, matka jego studentką, a potem koleżanką z katedry. W profesorskim domu Mączkiewiczów był nawet fortepian, i Mączka jako jedyna z klasy potrafiła zagrać Dla Elizy. Była jedynaczką. Zawsze wiedziała, że żeby coś mieć, wystarczy wyciągnąć po to rękę.

Beata Łopian mieszkała w bibliotece. W ciszy kurzu i półmroku owijała się zapachem starych książek. Pochłaniała je zdanie po zdaniu, strona po stronie, co chwila odgarniając z czoła grzywkę z ciemnego miodu. W Bullerbyn spędzała więcej czasu, niż w domu na Langiewicza, który wybudował jej ojciec. W piwnicy urządził gabinet protetyczny, a na strychu hodował gołębie. Matka z zawodu była laborantką, ale po jakimś czasie alergia posadziła ją za biurkiem w ZUSie. To oni nauczyli Tą Odpowiedzialną odpowiedzialności. Jakub był młodszy o trzy lata, i Beata jako starsza i mądrzejsza zawsze zbierała reprymendy za jego wyskoki.

Szkolne korytarze należały do Elki Dąbrowska. Elka głośno mówiła, jeszcze głośniej się śmiała i wszędzie jej było pełno. Spięte w koński ogon włosy powiewały w biegu z miejsca na miejsce; stamtąd tu i stąd tam. Pan Piotrowski, nauczyciel wuefu, nazywał ją czarną diablicą. Nie brała tego do siebie; w ogóle rzadko się czymś przejmowała. W piątej klasie przyszła na lekcje w wełnianej czapce cuchnącej preparatem na wszy i zupełnie jej nie bolało, że ją wytykają palcami. Tylko w czterech ścianach na Mickiewicz Elka była tą drugą. Jej starsza siostra była zawsze ładniejsza, mądrzejsza i grzeczniejsza, przynajmniej w oczach matki. To ojciec, robotnik w pobliskiej fabryce, był dla Elki największym wsparciem.

Spotykały się najpierw w klasie, na boisku i w sklepiku szkolnym, i na stołówce, i na sali gimnastycznej. Poza szkołą też: w domu, w parku, na ławeczce między blokami, na rogu ulicy, pod klatką, przy kinie. Od czwartej klasy co tydzień widywały się dodatkowo na próbach szkolnego zespołu, gdzie ćwiczyły oberki, mazurki i kujawiaki, i na rajdach harcerskich, gdzie myły się w zimnej wodzie ze studni, spały na sianie i rozpalały ogniska od jednej wyprodukowanej w Częstochowie zapałki.

Urząd

Urząd Stanu Cywilnego mieści się pod adresem Rynek 1, ale za PRL-u nie było w mieście żadnego rynku, tylko Plac Partyzantów. W budynku już na pierwszy rzut oka daje się rozpoznać urząd miasta. Dwa piętra, spadzisty dach przykryty brunatną dachówką, a na froncie kilka kolumienek udających, że pamiętają czasy znacznie wcześniejsze niż lata sześćdziesiąte. Przed wejściem podest i cztery schodki, po których od godziny siódmej trzydzieści od poniedziałku do piątku, a od godziny dziewiątej w soboty wdrapują się przyszli nowożeńcy.

Jako pierwsza trafiła tu Elka. Był rok ’86, a ona była świeżo upieczoną studentką pedagogiki w drugim miesiącu ciąży. Władek był pierwszym, z którym się przespała. I chociaż nie byli ze sobą bardzo długo, wiedziała, że on i tylko on. Jej znajomi bardzo go polubili, ojciec jak zwykle ją wspierał, i tylko obie matki przestrzegały, że to się musi źle skończyć. Ale matki zawsze przestrzegają, a dzieci zawsze wiedzą lepiej. Elka powiedziała: „tak”, ksiądz powiedział: „ogłaszam was mężem i żoną”, a Władek ścisnął ją lekko za łokieć i szepnął: „teraz mam cię na własność”. Była szczęśliwa.

Dwa lata później po schodach urzędu wdrapywała się Beata. Jarka poznała w Katowicach: ona studiowała stomatologię, a on medycynę. Żeby wynająć wspólny pokój w akademiku, trzeba było być w zalegalizowanym związku, i Jarek podczas którejś rozmowy przez telefon zaproponował po prostu: a może byśmy się tak ochajtali? Zgodziła się. W dniu ślubu też była w ciąży, chociaż jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy. Była szczęśliwa.

Mączka w Urzędzie Stanu Cywilnego zawitała już w wolnej Polsce, w roku ’90. Ona studiowała swoją ukochaną biologię, a Krzysiu inżynierię na Politechnice. Poznali się na wyjeździe organizowanym przez Akademicki Klub Narciarski STOK. Krzysiu był nieposkromionym gadułą i okropnie bał się dentysty, ale Mączka przed ślubem zmusiła go do zapisania się na wizytę. Zgodził się, ale tylko pod warunkiem, że wszystko się odbędzie pod narkozą. Krzysiu zasnął bez problemu, ale dobudzić go się już nie dało, i Ta Silna na własnych plecach dźwigała przyszłego małżonka do domu. Była szczęśliwa.

Szpital

Szpital na Narutowicza był pierwszym wybudowanym w mieście. Powstał w 1827 roku jako Szpital Instytutowy. Potem był Szpitalem Miejskim Świętego Aleksandra, Szpitalem Miejskim imienia Tadeusza Kościuszki, Szpitalem Wojewódzkim, znowu Miejskim, Rejonowym i z powrotem Miejskim Świętego Aleksandra. Starsze kobiety przychodziły tam umierać, młodsze rodzić dzieci.

Najpierw na porodówkę trafiła Elka. Pierwszy syn dostał na imię Janek, drugi Filipek. Władek złożył indeks, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. Ela studia skończyła i została nauczycielką klas młodszych. Po jakimś czasie on miał już własną firmę, a ona była dyrektorką szkoły. Poza domem wydawali się przykładną rodziną, a o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami, Ela nikomu nie mówiła. Niełatwo się przecież przyznać, że teściowa słusznie radziła jej trzymać się z daleko od swojego syna. Bo syn okazał się mieć kompleks Otella, paranoia invidiva, i był o swoją żonę patologicznie zazdrosny. Nie pomagały zapewnienia miłości i wierności, nie pomagały zaklinania, łzy ani obietnice. Władek w płacz nie wierzył, a urojoną niewierność małżonki karał ciężką ręką. Elka przez dwadzieścia lat ubierała się tylko w golfy, bo we wszystkim innym wyglądała „zbyt wyzywająco”. Każde spojrzenie innego mężczyzny było jej winą, bo się „prowokacyjnie zachowuje”. Kiedy dostała nagrodę prezydenta miasta dla najlepszego dyrektora szkoły i miała jechać ją odebrać, zamknął drzwi na klucz i nie pozwolił jej wyjść, dopóki nie zdjęła szpilek.

Druga na Kościuszki trafiła Beata. Gdyby urodził jej się syn, miałby na imię Krzyś, ale urodziła się córka, Ania. Powiększona o nowego członka rodzina zamieszkała na piętrze domu rodziców Tej Odpowiedzialnej. Plan na życie został przyjęty zgodnie: on robi karierę i zarabia, ona owszem, pracuje, ale nie za dużo, żeby mieć czas na dom i dziecko. Jarek brał trzy dyżury pod rząd, a między pracą a pracą uczył się do kolejnej specjalizacji. W końcu doczekał się prywatnej praktyki, co oznaczało, że w domu bywał częściej ciałem, ale rzadziej duchem. W międzyczasie Beata znowu zagościła na sali porodowej i tym razem wróciła do domu z synem, Mateusz. Życie wydawało jej się cudownie niesprawiedliwie: kochający mąż, zdrowe dzieci i wakacje nad jeziorami, a gdzieś w tle koleżanki opowiadają ciągle o mężach alkoholikach, mężach bijących dzieci, mężach pasożytach i mężach cudzołożnikach. Jeszcze nie wiedziała, że Jarek też ma swoje miejsce w tej litanii, i że lata jej szczęścia były wzięte na wysoko oprocentowany kredyt.

Trzecia na porodówce znalazła się Mączka. Urodził się Maciek, później przez wszystkich, łącznie z rodzicami, nazywany Łosiem. Łosiu przewrócił świat Gosi do góry nogami. Nagle korzenionóżki, promienionóżki i wiciowce zeszły na dalszy plan. Znajomi śmiali się, że Mączka zamieniła laboratorium na kuchnię, i że próbuje swoich sił nawet w dżemach i kompotach. A ona rzeczywiście się starała, tym bardziej, że Krzysiu pragnął tradycyjnego domu bardziej niż czegokolwiek innego. Po sześciu latach życie wdarło się z butami w tę rodzinną sielankę. Mączka znowu była w ciąży, ale swojego drugiego syna nigdy nie zobaczyła. Urodził się martwy. Po powrocie ze szpitala zmieniły jej się priorytety. Ze wzmożonym zapałem oddała się karierze naukowej, zrobiła najpierw doktorat, a później profesurę. Nawet w niedzielę zaglądała na uczelnię sprawdzić, czy w probówkach wszystko rośnie. Z probówkami było wszystko w porządku, za to ona i Krzysiu coraz bardziej się od siebie oddalali.

Sąd

Sąd Okręgowy wybudowano przy ulicy Ściegiennego, naprzeciwko baru mlecznego „Jaś i Małgosia”. Gmach z lat sześćdziesiątych, trzy piętra, parking tylko dla pracowników. To tutaj mieszkańcy dokładają swoje cegiełki do statystyk rozwodowych GUS. A statystyki rosną, z roku na rok i z dekady na dekadę. Tylko w 2010 roku zarejestrowano w Polsce sześćdziesiąt osiem tysięcy rozwodów, czyli prawie dwa razy tyle, co ślubów. W trzech czwartych wszystkich przypadków pozew o rozwód wnosiła kobieta.

Z tych trzech kobiet to Mączka zdecydowała się pierwsza przekroczyć drzwi sądu. Z Krzysiem łączyło ją coraz mniej, aż w końcu nie łączyło ich już nic. Rozwód był czystą formalnością. Obyło się bez płaczów w poduszkę, samobójczych myśli i duchowych podróży do Indii. W końcu była Tą Silną. Przez kolejne dwa lata spotykała się z przypadkowymi mężczyznami, których koleżanki ochrzciły mianem „epizodów”. Był więc pierwszy epizod, po nim drugi epizod i potem trzeci epizod. Aż po dwóch latach, po sobotniej parapetówce, na której wszyscy goście oprócz niej byli sparowani, Mączka stwierdziła, że ma już dość samotności. Tej nocy prawdopodobnie w jej żyłach płynęło więcej alkoholu niż krwi, ale zdołała jakoś włączyć komputer, utrzymać strategiczną pozycję na krześle i zarejestrować się na portalu randkowym B2. O sobie zdradziła niewiele, za to wymagań wobec potencjalnego partnera miała całą listę. Miał mieć przynajmniej ten sam tytuł naukowy, konkretną liczbę artykułów opublikowanych w prasie, znać angielski i niemiecki, a do tego jeszcze pisać wiersze. Mączka zapłaciła dwieście złotych za opublikowanie ogłoszenia i poszła spać. Rano niczego nie pamiętała.

Druga rozwiodła się Beata. W jej przypadku koniec małżeństwa nie nastąpił w wyniku powolnej agonii. Szczęście opuściło jej dom z dnia na dzień, kiedy Kostka, przyjaciółka ze studiów, przyjechała wypłakać się jej na ramieniu. Mąż, chirurg, zdradził ją ze swoją asystentką, zrobił jej dziecko, załatwił skrobankę, a po wszystkim dziewczyna doniosła na niego do prokuratury. Andrzej był w wieczornych wiadomościach i wszystkich dziennikach w kraju. Beata słuchała tej historii z przerażeniem i ulgą jednocześnie, aż wreszcie, przy trzecim winie, powiedziała jak zwykle: jak dobrze, że mnie to nie dotyczy. Kostka spojrzała znad kieliszka i zapytała po prostu: jesteś pewna? I nagle nie była. Następnego dnia powiedziała Jarkowi, że jeżeli kiedykolwiek coś, to ona chce wiedzieć, po prostu wiedzieć, i że nie wyciągnie żadnych konsekwencji. I Jarek opowiedział jej o trzech zdradach. Bolało, ale przeżyła. W końcu była Tą Odpowiedzialną. Miała ułożone życie, dzieci, a poza tym obiecała przecież, że nie będzie wracać do tematu. To on wrócił, tydzień później, kiedy przyznał jej się do kolejnych trzech zdrad. Poczuła się podwójnie oszukana: raz, bo zdradził, drugi raz, bo jeszcze parę dni temu zarzekał się, że opowiedział jej już o wszystkim. I to był koniec wspólnego życia.

Ostatnia przed sądem stanęła Elka, mimo że pozew o rozwód składała kilkakrotnie w ciągu ostatnich paru lat. Składała, a potem wycofywała, bo strach nigdy nie pozwalał jej doprowadzić sprawy do końca. Strach przed mężem, który groził, że ją zabije. I strach o dzieci, które na dźwięk słowa „rozstanie” dostawały spazmów. Jej czternastoletni syn zaczął nawet znowu moczyć łóżko. Ela wycofywała kolejne pozwy, a Władek wciąż krzyczał, że skarpetki nieuprane, i że golf za bardzo obcisły. Być może nigdy nie odważyłaby się od niego odejść, gdyby nie SMS otrzymany w Dniu Kobiet: wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności, przesyła najwierniejszy wielbiciel. Elka oddzwoniła i usłyszała w słuchawce głęboki głos swojej miłości z liceum. Właściciel głosu zobaczył jej zdjęcie w gazecie i chciał się umówić na kawę, powspominać dawne czasy. I właśnie się rozwiódł. Pierwsze spotkanie przywróciło Elce wiarę w to, że można, a nawet że trzeba. Następne zamieniły wiarę w pewność. Kolejnego pozwu już nie wycofała.

Kuchnia na Wojska Polskiego

Kuchnia Beaty ma wysoki barowy stół, przy którym można siedzieć, balkon, na którym można palić kolejne papierosy, i lodówkę, w której można chłodzić kolejne butelki alkoholu. W wakacje tego roku spotkały się w niej wszystkie trzy: Ta Silna, Ta Odpowiedzialna i Ta, Która Wszystkich Zaskoczyła.

Ta Silna po dwóch miesiącach przypomniała sobie, że w sieci czeka na nią kandydat na wielką miłość. Na B2 był tylko jeden zarejestrowany użytkownik, który spełniał wszystkie jej wymagania. Artur. Miał tytuł profesora, języki znał, wiersze też pisywał, chociaż kulawe. Mączka jest z nim od pięciu lat.

Ta Odpowiedzialna ze swoich perypetii małżeńskich zwierzała się Tomkowi, koledze z klasy, który po latach zjawił się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Małżeństwo Beaty nie przetrwało, ale Tomek został. Pomógł jej urządzić nowe mieszkanie i nowe życie. Są razem od dwóch lat.

Ta, Która Wszystkich Zaskoczyła, ujawniła wreszcie prawdę o swoim małżeństwie. Sprawa rozwodowa jest w toku, i chociaż Władek uparcie odmawia wyprowadzki i notorycznie podkrada jej papier toaletowy, już jej nie dotyka. A Ela już się go nie boi. Jedzie na weekend w góry ze swoim licealnym chłopakiem. Są razem od kilku miesięcy.

I przynajmniej kilka razy w roku spotykają się na cytrynówkę: Ta Silna, Ta Odpowiedzialna i Ta, Która Wszystkich Zaskoczyła.

Możliwość komentowania jest wyłączona.