Opublikowano , autor: dokumentalistyka

Iwona Pawlak: Ojciec Bogusław od Łazarzy

W Polsce walił się komunizm jak mury Jerycha, kiedy Ojciec Bogusław spotkał na Centralnym pierwszego Łazarza. Cuchnął, jakby od czterech dni już nie żył, spał w kartonie, żebrał na wino i wygrzebywał resztki ze śmietnika. Ojciec rzekł: nakarmię go, wybuduje mu schronienie i na nowo wciągnę do społeczeństwa. I tak po kilku latach słowo ciałem się stało.

Przypowieść I – Dworzec

Jest rok 90. Rozpada się PZPR, w Solidarności dokonują się rozłamy, Wałęsa zostaje prezydentem. Rodzi się kapitalizm, upadają fabryki, szaleje inflacja, a ukrywana przez lata bieda w hotelach robotniczych wyłazi na wierzch i straszy.

A Ojciec spacerując po Centralnym spotyka Łazarza.

Na dworcu Łazarzy jest czterdzieścioro. Czterdzieści pochrzanionych życiorysów, poplątanych przez wódę i zmianę ustroju. Do tego on, kleryk po budowlance z bagażem doświadczeń. I on jako jedyny postanawia, że ich wskrzesi. I dla społeczeństwa z martwych powstaną.

A że czasy są trudne i jutro niepewne, droga do publicznego wskrzeszenia długa jest i kręta. Ojciec, pokonuje ją najpierw UAZem z demobilu, którym wozi dla Łazarzy zupę na dworzec. UAZ jest stary, rozklekotany, zupa wylewała się na wszystkie strony. Ale ojciec się tym nie przejmuje, bowiem jak to przykazane w piśmie: głodnych trzeba nakarmić, a spragnionych napoić.

A kiedy głodni zostali nakarmieni, Ojciec pomyślał: a gdyby tak i chorych leczyć? Bo jak przyjeżdżali na dworzec lekarze, to woleli poczekać aż Łazarz zejdzie z tego świata. Kiedyś jeden zapytany, dlaczego nie pomaga leżącemu odpowiedział: a po co pomagać chwastowi?

I Ojciec długo się stara i na urzędników kurwi, bowiem w słownictwie nie przebiera, a raptusem jest strasznym, ale jak się uparł, to koniec był i basta.

I tak na dworcu WKD powstaje punkt Lekarski święty Kamil. I był internista, dermatolog, czasem przychodził i chirurg. I EKG można było zrobić i nawet jakiś czysty ciuch dostać bo ubrania z darów rozdawali.

I nadszedł w końcu ten dzień, w którym Ojciec rzekł: zbuduję tu bar, gdzie każdy potrzebujący dostanie swój kawałek strawy. A słowo ciałem się stało, bowiem ojcu rzadko kiedy coś nie wychodziło. Uparty był i walczył o swoich Łazarzy, choć oni rzadko mówili dziękuje.

I tak na dworcu stanął bar – Święta Marta.

A później przyszła polityczna zawierucha i władza kazała wyplewić z dworca chwasty. Zbuntował się Ojciec Paleczny i z armią Łazarzy rozpoczął protesty.

Poznałem ojca jak spał na dworcu z bezdomnymi. W 1998 roku, w holu głównym Centralnego, kiedy policja chciała nas wszystkich wyrzucić. Zmieniłem wtedy nazwisko Ojca z Paleczny na Waleczny. Bo Ojciec nikogo się nie bał – powiedział Łazarz, który społecznie już zmartwychwstał i nazywa się Romuald.

I któregoś dnia Ojciec exodus z dworca zorganizował pod Pałac Prezydencki. I Łazarze poszli za nim, nadgryzieni zębem czasu, odrapani, brudni i w łachmanach. A Warszawa od powstania takiego marszu nędzarzy nie widziała. Ale z Ojcem nie bali się wyjść i nie bali się żądać. I głośno domagali się, tego co miało być im dane- własnych czterech ścian.

Przypowieść II – Stany

A kiedy zawierucha ucichła, Ojciec rzekł: skoro głodnych karmię, chorych leczę, to może i potrzebującym zapewnie schronienie.

I tak Ojciec poleciał do Stanów. Starym cadillakiem z gitarą na tylnym siedzeniu i malborasem w ustach przemierza amerykańskie bezdroża. I śpiewa:

Samotnie wędruje przez świat

włóczęga rzucony na bruk

ludzie oczy odwracają

przeklinają, serca pokrył zimny lód.

Nadziejo co karzesz nam żyć

daj siłę w rękę krzyż i wiarę,

że to życie ma dalej sens.

Pół nocy utula do snu
Łazarza co błaga o dom,
niech śni mu się matka miła
znakiem krzyża,
jasną dłonią znaczy skroń
.

A Polonii łzy się w oczach kręcą, serca płaczą i myk, otwierają się kieszenie. Po wielu miesiącach wróci do Polski i znajdzie podupadłe biuro fabryki Ursus. I rzeknie: tutaj zbuduję dla Łazarzy Dom.

I tak powstaje pensjonat Święty Łazarz. Dom zbiorowego wskrzeszenia dla 100, a przed wigilią i 124 Łazarzy, ale wtedy trzeba przesunąć choinkę, bo nie ma gdzie dostawić łóżek.

Ale zanim słowo ciałem się stało, Ojciec długo batalie toczył z biurokracją.

– Uwielbiał denerwować urzędników. Była masa osób, która chciała mu pomagać ale była tez grupa osób, która go nienawidziła i mówiła że jest walnięty. A on dawał im dużo pobocznych tematów aby w to wierzyli, w stylu- zrobimy fontannę i już. To dopiero się zdenerwują-mówi pani Ada, aktualnie naczelna wskrzesicielka świętego Łazarza.

Przypowieść III -Ursus

Dom powszechnego wskrzeszenia (właściwa nazwa to- Pensjonat Socjalny Św. Łazarz) zbudowany jest na skale choć wygląda jak z czerwonej cegły. W środku higienicznie czysto, ładnie, kolorowo. Regulamin zabrania bycia pod wpływem, wychodzenia bez zezwolenia i gromadzenia brudnej bielizny. A jak ktoś łamie notorycznie to na zbity. Ojciec wrażliwy na punkcie czystości był, naloty na pokoje organizował, za brud potrafił zrugać, a za skarpetki pod łóżkiem publicznie zbesztać nie przebierając w słowach. Do mycia ganiał- mówiąc – nikt ma nie wiedzieć, że jesteś bezdomny. Bo powiadam wam, że bezdomność to tylko kryzys przejściowy.

I chociaż Ojciec bywa surowy to sprawiedliwy jest i troskliwy. I Ursus to dla niego cały świat i wszystko co robi, to robi dla Łazarzy.

Do przytuliska zawędrował kiedyś Celestyn, Łazarz z rozwiniętym jak peonia nowotworem. I jeździli z nim do szpitala Ojciec i pani Ada. A kiedy wiadomo było, że zostały mu życia tygodnie albo dni, Ojciec rzekł: skoro nie ma już lekarstwa, żadnej terapii, która mogłaby mu pomóc, to jechać trzeba do Lourdes. I zaczął załatwiać naprędce ojca co zna francuski, pielęgniarkę, co miała z chorym jechać i pozwolenie lekarskie, bo przecież Celek ciężko chory był.

I słowo prawie ciałem się stało. Poszli do Celka za dziesięć trzecia z rozpiską. – Panie Celestynie, tutaj dokładny plan, gdzie i kiedy będziecie, za tydzień wyruszacie. Tylko niech Pan się nie przemęcza, żeby Pan się dobrze czuł. A on przed ośrodkiem w kuckach siedział, tak go wszystko bolało. I kiedy jego dusza koło dziewiątej opuszczała ciało to szczęśliwy był. To umierał z uśmiechem na ustach. Bo przed śmiercią wszystkim mówił, jak to będzie jak pojedzie, co ma ze sobą zabrać, spakować. Bowiem powiadam wam, nie ma nic piękniejszemu niż dać choremu nadzieję. A kiedy robił to Ojciec, to wszystko nagle stawało się proste.

Przyszedł raz Ojciec do Pani Ady i rzekł:

Na Kubie strasznie tania jest ziemia, tam postawić dom pomocy społecznej dla osób bezdomnych to byłoby coś. Zadzwoni pani do ambasady kubańskiej. I pani Ada zadzwoniła.

A słowo ciałem się niestało, bo ambasada powiedziała nie i tak dla Łazarzy na Kubie miejsca zabrakło.

I nadeszły dla Świętego Łazarza ciężkie czasy, bowiem Ojciec na zdrowiu zapadł.

Przypowieść IV- Otwock

I Ojciec Bogusław poszedł do szpitala- któryś z Łazarzy zaraził go gruźlicą. I Ojciec w Otwocku, na Sali szpitalnej przeczytał książkę żeglarza, konstruktora jachtów.

I rzekł: skoro głodnych karmię, chorych leczę, potrzebującym daję schronienie, to może jeszcze dam Łazarzom nadzieję? I postanowił zbudować łódź. Bowiem statek jest symbolem nadziei. I nie ma dla bezdomnych rzeczy możliwych. Jeżeli potrafią zbudować jacht, to mogą też zbudować dom, i mogą też otworzyć biznes.

I wrócił Ojciec do Ursusa i rzekł: wybudujemy łódź. I zobaczył siebie stojącego na dziobie szkunera, niczym na arce stał Noe.

Ojciec Bogusław był absolutnie nieprzewidywalny. Absolutnie. Nie ma takiej możliwości żeby ktoś mógł przewidzieć co zrobi. I jak przyszedł mówiąc zbudujemy jacht to my nie mogliśmy tego wykluczyć. Ale słyszałam już masę rewolucyjnych pomysłów, wcale to nie oznaczało, że on tego nie zaczął robić- rzekła pani Ada.

Ale błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wkrótce zaczęła się budowa i zdobywanie patentów.

I zabrał kiedyś Ojciec Łazarzy na rejs po północnym morzu. I nadszedł wielki sztorm, Ojciec za sterem stał i kurwy sadził, a Łazarze pod pokładem wznosili do Boga modły w niebogłosy. I tak minął sztormu dzień pierwszy, Ojciec stał za sterem, a Łazarze modły wznosili. Trzeciego dnia wyszło słońce i na znak przymierza zapewne powstała na niebie tęcza.

A kiedy statek Łazarzy wrócił do portu, Ojciec rozmówić się poszedł z biskupem

I biskup się pyta: ale Ojcze co z tego rejsu dobrego powstało?

A na to Ojciec: pobożność wśród owieczek wzrosła najmniej trzykrotnie.

I tak Ojciec budowę wspierał, rejsy organizował, śpiewał i grał koncerty aby to sfinansować. A łódź rosła i z każdym kawałkiem blachy stawała się coraz bardziej rzeczywista. A Łazarze odzyskiwali nadzieję i wiarę we własne możliwości i zdobywali uprawnienia zawodowe spawaczy.

Rano, go pamiętał, przychodził na stocznię, nic się nie odzywał, chłopaki pracują, a on chodził dookoła tego statku strasznie zamyślony i potrafił pół paczki wypalić. Myślał, myślał jak sądzę jak sfinansować. Bo to dla niego było… to dzięki niemu- wspomina Romuald.

Przypowieść V- Lepszy świat

I odszedł dnia któregoś Ojciec Bogusław, w Tarnowskich Górach snem wiecznym usnął. I choć serce przestało mu bić (zawał) to jego duch wciąż krąży po świętym Łazarzu. I naczelna wskrzesicielka Łazarza mówi jak jest kryzys do niego: jak Ojciec chce żebym coś zrobiła to lepiej żeby ten wniosek przeszedł. I wniosek przechodzi.

Ale kiedy odszedł pasterz, Święty Łazarz stanął przed wyzwaniem, co dalej kiedy Ojciec w lepszym świecie jest?

Jak on był to, że zbudujemy jacht, to był to pewnik. Wiedzieliśmy no tak, zbudujemy. W momencie kiedy zmarł stało się dla nas wielką zagadką, no bo Boże co dalej, kto go teraz zbuduje. Kto będzie na tyle silny, żeby to jednak pociągnąć? No ale jakoś się dzieje. W ogóle kiedy mamy jakiś problem, modlimy się, rozmawiamy z nim: Ojcze zacząłeś, narozrabiałeś to teraz kończ. I Ojciec pomaga.

Kiedyś jeden z biskupów kazał Ojcu napisać sprawozdanie z własnej działalności. Na jednej kartce napisał, że efekty jego pracy są mierne. Później zauważył, że biskup wymazał to słowo korektorem, bo jakoś nie mógł zrozumieć, że ktoś może tak oceniać swoją pracę.

Bowiem jak to Ojciec powiadał: nie da się zbawić całego świata, ale zawsze próbować pomóc trzeba. A z Bożą pomocą słowo ciałem się stanie.

Jedna odpowiedź na „Iwona Pawlak: Ojciec Bogusław od Łazarzy

  1. PawellW pisze:

    Lubie wracac na ta strone ale musze przyznac ze ciezko bylo ja znalezc w google, byla gdzies na 5 stronie. Przydalo by sie jej pozycjonowanie polecam wpisac w google :
    seo stronka z seo poradami
    i znajdziesz tam ciekawy i darmowy sposob na podniesienie pozycji w wyszukiwarkach