Opublikowano , autor: dokumentalistyka

Dziewczyny do wzięcia, M.Amielańczyk

 

Dziewczyny do wzięcia

Szukam chłopaka, kto nauczy mnie logiki… a potem może kawa? Czekam koło tronu. 😉 Tak brzmi typowy anons o lekkim zabarwieniu matrymonialnym w wykonaniu studentki Uniwersytetu Warszawskiego. Nie każdy wie, że biblioteka uniwersytecka stała się ostatnio jednym z najmodniejszych warszawskich klubów dla samotnych (i podłączonych do Sieci) serc.

Do odkrycia dodatkowych walorów BUW-ingu potrzebny jest Facebook. To właśnie tam, na prowadzonym przez zespół anonimowych studentów-administratorów profilu Spotted: BUW, publikowane są anonse nadsyłane przez osoby szukające przy ul. Dobrej czegoś więcej, niż tylko romansu z pożółkłym Mickiewiczem. Wystarczy przesłać do administratorów wiadomość, a ci opublikują je na widocznym dla wszystkich kanale, dodając jedynie adnotację o płci nadawcy, „spottera” lub „spotterki”. Każdemu wpisowi towarzyszy ulewa (lub kapuśniaczek) „lajków” od czytających oraz wysyp mniej lub bardziej przychylnych komentarzy. Uwagę podczas przeglądania postów zamieszczonych w serwisie zwraca pokaźna liczba anonsów pochodzących od płci pięknej – być może to zasługa filtrujących przesłane wiadomości moderatorów, jednak wśród nadawców ogłoszeń panuje wyraźny parytet. Widząc, jakim zainteresowaniem cieszy się Spotted BUW, postanowiłem samodzielnie odnaleźć kilka poszukujących męskiej uwagi spotterek.

A co tu się wyprawia?

Od początku wiedziałem, że nie będzie to łatwe. Z laptopów korzystają w bibliotece w zasadzie wszyscy, niemal każdy zagląda też na Facebooka – a trudno rozpoznać z daleka, kto przegląda właśnie Spotted BUW. Zadanie było tym trudniejsze, że dostęp do portalu Marka Zuckerberga możliwy jest również w telefonie – to jednak, że interesujący mnie serwis cieszy się niemałą popularnością, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Świadczy o tym chociażby liczba wystawionych profilowi „lajknięć”, dobijająca właśnie do okrągłych piętnastu tysięcy. Nie brak i bardziej widocznych oznak tego, że „coś się dzieje”. Trzy tygodnie przez sesją do BUW-u nie da się wejść. Kolejka do założenia karty liczy 30 osób. Nie myślcie sobie, że wszyscy nagle zaczęli się uczyć, tu nigdy tak nie było!. Nie, teraz wszyscy szukają miłości! Pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu Spotted BUW miało koło dwóch tysięcy lajków. Podobnych uwag na stronie profilu jest dużo więcej. I rzeczywiście, coś w tym jest – poprzedniego dnia kolejka do szatni była tak długa, że ogonek sięgał niemal do głównego holu, co poza sesją raczej się nie zdarza.

Po przybyciu na miejsce zdecydowałem się na metodę tyleż perfidną, co – jak się okazało – niewydajną. Ponieważ i tak planowałem spędzić w bibliotece cały dzień, postanowiłem przez cały czas na bieżąco monitorować wrzucane anonse – tak, by w razie pojawienia się postu o odpowiedniej tematyce móc zdybać jego autorkę przed jej właściwym adresatem. Niestety, tego dnia spotterki wybierały „bezpieczny” wariant anonsów, nie podając na swój temat żadnych czytelnych także dla postronnych wskazówek. Kolego elegancko ubrany, dominujący kolor Twojego ubrania to szary. Wyglądałeś na troszkę starszego niż inni. Widziałam Cię w piątek, jak chciałeś oddać książki lub wypożyczyć. Stałam kilka osób w kolejce przed Tobą, z kolegą. W tym czasie już nasz wzrok znalazł się na tej samej wysokości. Następnie spotkaliśmy się w tej samej kolejce do szatni. Nasze oczy nie pozostały sobie obojętne. Mam nadzieję, że nie próbuję zaczepić jakiegoś doktoranta lub doktora…

Szansa na kontakt trafia się, gdy zaczynam zbierać się do wyjścia. Do chłopaka siedzącego na pufie w beżowej bluzie i z białym iPhonem na brzuchu: Widzę, że uczysz się francuskiego… może chciałbyś prywatne korepetycje? :> Jeśli jesteś zainteresowany uśmiechnij się do dziewczyny z fioletowym laptopem 🙂 Wystrzeliłem jak z procy ze swego miejsca, starając się czym prędzej zlokalizować układ „pufa – beżowa bluza – biały iPhone – fioletowy laptop”. Niestety, mimo przebiegnięcia budynku wzdłuż i wszerz i trzykrotnego sprawdzenia tzw. strefy puf (ulubionego, bo najłatwiej rozpoznawalnego miejsca dla spotterów), moje poszukiwania spełzły na niczym. Po powrocie na miejsce pozostało mi tylko przeczytać wymianę komentarzy, którą wywołał anons:

Spotter 1: Biały iPhone i chłopak – coś tu się nie zgadza!

Spotterka 1: Ale zainteresowany czym? Korkami, dziewczyną czy fioletowym laptopem?

Spotter 2: Pufa w beżowej bluzie?

Spotter 3: A co więcej: pufa z ajfonem na brzuchu?

Spotterka 2: Gdzie pufa ma brzuch?

Spotter 4: Ajfon srajfon!

O tempora, o mores

Kiedy zawiedziony zmierzałem do wyjścia i już miałem opuścić teren biblioteki, naraz usłyszałem obok siebie słowo-klucz: „spotterka”. Obok kiermaszu książek zaśmiewając się rozmawiały dwie dziewczyny. Chwilę później wiedziałem już, że przez dłuższy czas siedziały nieopodal nieznanej sobie blondynki w obcisłym sweterku, na przemian poprawiającej włosy i przeglądającej wiadomy skrawek Facebookowej rzeczywistości.

Kinga i Zośka studiowały politologię, jednak w ich słowach zdecydowanie brakowało politycznej poprawności. Popieprzyło laskę do reszty, ją i jej podobne. Ma dziewczyna cycki i dupę, a zamiast pójść do klubu wyrwać odpowiedniego dla siebie kolesia, udaje, że się uczy w bibliotece. Na co ona liczy? Że ktoś jej napisze „Od spottera: dziewczyno w przyrodniczych, ładnie wypinasz tyłeczek! Ale widzę, że coś ci ta wiedza nie wchodzi – może pomogę?” Seriously, mentalne gimnazjum. Zasugerowałem, że może dziewczyna po prostu się wstydzi, jednak moje rozmówczynie nie miały złudzeń. Wstydzi?! Ze stringami na wierzchu i taką ilością perfum? Helou! Dam głowę, że nie jest nawet z UW… a jeśli już, to z jakiejś filozofii. Ja bym zabiła, gdybym przeczytała coś o sobie, to by znaczyło, że zza rogu od godziny obserwuje mnie jakiś perwers. – mówi zdegustowana Kinga. Ja nie mam chłopaka, ale w życiu nie zainteresowałby mnie facet, który nie ma jaj, by podejść i się po ludzku przedstawić. – dodaje Zośka.

Z głupia frant pytam, jaki w takim razie widzi lepszy sposób na znalezienie chłopaka. Dowolny, byle nie taki. No chyba, że komuś zależy na uwadze fujary w skarpetkach z Wólczanki i mokasynach. Proszę cię, to jest bardziej żenujące od randki w ciemno… tyle dobrego, że jest się z kogo ponabijać w przerwie. – usłyszałem.

Hot-spotted!

Parę dni później sam wyruszyłem na poszukiwania ofiary. Z przytłaczającą świadomością, że znajduję się w budynku pełnym obserwujących oczu, gotowych w każdej chwili podzielić się ze światem kąśliwą uwagą na temat kręcącego się wśród regałów przygarbionego brudasa – bo Spotted BUW to nie tylko anonse towarzyskie, o czym za chwilę – wyruszyłem na powolny obchód. Zacząłem od drugiego piętra – ludzi tam nie brakowało. I, a jakże, na kilku ekranach ujrzałem charakterystyczne „drzewko” dyskusyjne serwisu. Niestety, dosadna uwaga rudowłosej piękności na temat zaglądania w cudze ekrany kazała mi zrezygnować z jej wkładu w odkrywanie nowego fenomenu.

Kolejną próbę podjąłem z zaskoczenia, mniej więcej na wysokości nowego wydania „Systemu instytucjonalnego Unii Europejskiej” Konstantego A. Wojtaszczyka. To właśnie tam, po przeciwnej stronie regału, przy stoliku, obłożona książkami, siedziała ona – spotterka. Ziewając przeglądała jakąś książkę, jednak w netbooku wyraźnie widziałem otwartą stronę wiadomego profilu. Przybierając możliwie niewinną minę, ruszyłem do ataku.

Wiśniowy sweter

Miałem podwójne szczęście – zaskoczonej dziewczynie było wyraźnie nie w smak, że podejrzałem, co robi, jednak po krótkich negocjacjach zgodziła się na rozmowę. Przyznała nawet, że sama jakiś czas wcześniej zamieściła anons w serwisie, prosząc jednak, bym nie podawał jej prawdziwego imienia. Studiuję wieczorowo w studium europejskim, i jest nas niewielu na roku, a to jednak taki trochę wstyd, gdyby się wydało. Nie mam chłopaka, bo mam na głowie mnóstwo nauki, a po co mam wychodzić na desperatkę? Przecież pójść z przystojnym facetem na kawę, pogadać, zawsze można, nie? – mówi. W zasadzie sama nie wiem, czemu to robię. Wiem, to wygląda trochę jak w szkole, gdzie z dziewczyny podrzucają chłopakom zwinięte liściki z wyznaniem miłości, żeby śmiać się z ich min. Taka zabawa we flirt, choć trochę dojrzalej, bo z kawą. – chichocze. Rozmawiamy po cichu, przerywając ilekroć ktoś pojawi się w pobliżu. Dziewczyna co pewien czas rozgląda się, jakby na kogoś czekała.

Magda – tak ją nazwijmy – swój anons zaadresowała do „przystojnego chłopaka w okularach i wiśniowym swetrze”. Parę dni temu napisałam, że widziałam go już po raz drugi wśród tych samych regałów, i że on też mnie chyba ostatnio zauważył, bo się uśmiechnął. Uczyliśmy się niedaleko siebie, tutaj, przy stołach między naukami politycznymi. Nie widziałam go na swoim wydziale, ale pomyślałam, że a nuż, może jest ze zwykłej europeistyki czy coś. Miałam wtedy zaliczenie i w ogóle nie mogłam się przez niego skupić, ale i nie mogłam też do niego podejść, wyszłabym na idiotkę… ej, dobra, to głupie, nie mam piętnastu lat, po co ci to?!

Szaliczek w stylu burberry i MacBook

Post Magdy nie zebrał zbyt wielu „lajków”, choć ktoś nie zapomniał też złośliwie dopytać, czy okularami chłopaka nie były przypadkiem „ray bany zerówki” (noszone „dla ozdoby” drogie okulary w grubej oprawce, mające stanowić nieodłączny atrybut każdego hipstera – przyp. M. A.). To pewnie przez ten wiśniowy sweter. Jakby każdy facet, który ubierze się trochę inaczej, miał być od razu zarozumiałym palantem. W sumie, może to dlatego tyle dziewczyn zagląda na Spotted? W BUW-ie zawsze jest wielu ciekawych facetów. – zastanawia się Magda. Po chwili dodaje – A zresztą, ten nie miał ray banów. I dobrze, w sumie sama ich nie lubię.

W tym miejscu należy się słowo wyjaśnienia. Kpiny z przesiadujących w bibliotece „współczesnych dandysów” i ich żeńskich odpowiedników to jeden z motywów regularnie powracających na Spotted BUW. Chcąc zasygnalizować kim są, autorzy i autorki zawierają w anonsach drobne wskazówki, z założenia czytelne jedynie dla adresata. Najczęściej odnoszą się do miejsca, gdzie się widzieli lub do wymienionych gestów, chętnie podają też, w co byli ubrani, co czytali lub jaki komputer mieli ze sobą. Ilekroć w anonsie pojawi się nazwa któregoś produktów firmy Apple, np. MacBooka – a pojawia się często – autorowi z miejsca obrywa się za „hipsteryzm”. O, to jest dopiero niedojrzałość, oceniać kogoś po marce notebooka. – ocenia Magda.

W BUW-ie dzieci się nie nudzą

W nieprzyjaznych użytkownikom Spotted BUW komentarzach często bowiem pojawia się zarzut, że popularność strony to wynik niedojrzałości emocjonalnej studentów, mimo dwudziestu kilku lat nie potrafiących wykonać tzw. pierwszego kroku i wybierających w zamian wyjście „bezpieczne”, bo wirtualne. Jadowitych ocen sytuacji nie brakuje. Jasne, po co do kogoś normalnie podejść i zagadać – skoro istnieje publiczny onanizm? – pyta jedna z internautek.

Potwierdzeniem tezy o niedojrzałości użytkowników Spotted BUW ma być nagły napływ do biblioteki uczniów z okolicznych liceów, m.in. z ulicy Puławskiej. Od spotterki: to jakaś kpina, żeby nie móć znaleźć w BUW-ie miejsca siedzącego, bo wszystko pozajmowała szukająca wrażeń dzieciarnia czy od spottera: Nie sądziłem, że obecnie można dostać się na studia bezpośrednio z gimnazjum…?

Magda traktuje Spotted BUW inaczej. Zawsze byłam nieśmiała, i nie widzę w tym nic złego. Skoro jest Facebook i tyle osób na nim siedzi, to czemu z niego nie skorzystać i w taki sposób? Nie każdy musi być przebojowy. Zresztą, kto powiedział, że ja w ten sposób chcę znaleźć faceta na stałe? Nie mam na to czasu, oprócz studiów przez cały tydzień pracuję. Chodzi tylko o wypicie kawy z chłopakiem, który wydał się sympatyczny, taki ślepy strzał. Póki co się nie odezwał, ale pewnie nawet nie wie, że jest coś takiego jak ten serwis. A zresztą, nawet gdyby wiedział, to tych postów przybywa tyle, że by pewnie mojego nie zobaczył. I w ogóle, o czym my mówimy, po co miałby tam zaglądać, tylko się do siebie uśmiechnęliśmy. Nic o nim nie wiem – stwierdza z odrobiną zrezygnowania w głosie moja spotterka. Zaraz jednak dodaje Ale spróbować można, co to komu szkodzi? Boże, jak komuś nie pasuje, to niech tam nie zagląda i nie komentuje. Ale różnie się dzieje, moja siostra poznała narzeczonego po tym, jak rozwalił się koło niej na latarni jadąc rowerem. Nie, nie, to był tylko taki przykład.

Miłość chmurna i durna

Nie wątpię, że ludźmi kierują różne motywy, kiedy wrzucają posty na Spotted. Większość robi sobie zwykłe jaja, to widać, nawet spośród tych, których wiadomości brzmią z pozoru normalnie. Podejrzewam, że chcą po prostu sprowokować jakąś reakcję. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś zupełnie poważnie miał nadzieję dzięki temu na szybki seks. Ale są i ci, którzy traktują to poważniej. – wyjaśnia moja rozmówczyni. Jestem ciekawa, czy ktoś się już z kimś innym odnalazł przez Spotted. Myślę, że taka historia zamknęłaby usta tym wszystkim, którzy się z tego śmieją. Fajnie by było, ale administratorzy nie chcą nic powiedzieć.

Administratorzy serwisu nie odpowiedzieli na wiadomość, którą im wysłałem. Nie ulega jednak wątpliwości, że od czasu do czasu dochodzi na Spotted do obustronnego flirtowania. Niedługo przed moją rozmową z Magdą w serwisie wykwitły następujące wiadomości:

od spotterów: Dziewczyno w fioletowym sweterku i koleżanko w różowych kaloszach, przestańcie się tak kręcić po dziale z gazetami, bo niektórzy tu się próbują uczyć do sesji, a widok waszych pup bardzo nas rozprasza.

od dziewczyny w fioletowym sweterku: Chłopcy, następnym razem oderwijcie się na chwilę od nauki i pomóżcie takim biednym studentkom, jak ja i moja koleżanka w różowych kaloszach, chwila przerwy na pewno dobrze Wam zrobi!

Magda przyznaje, że zabawa na Spotted niesie ze sobą pewne ryzyko. Nie wiem, kim są ci cali admini, a przecież zostawiam im swoje imię i nazwisko. Nie sądzę jednak, by mieli z tym coś zrobić, bo niby po co? Chociaż, jaką mają pewność, że ten, kto się do nich zgłosi w odpowiedzi na mój anons będzie rzeczywiście tym, o kogo mi chodziło? Ktoś założy jakiś fikcyjny profil czy coś… a dostanie nazwę mojego własnego, wiedząc że nikogo nie mam? Ech, bez przesady, żyjemy w XXI wieku. Głupia nie jestem, i na pewno nie umówię się z jakimś nieznajomym facetem nie wiadomo gdzie. Chodzi o kawę! Mam nadzieję, że po prostu jeszcze niedługo zobaczę się z tym chłopakiem, że przyjdzie w to samo miejsce. Książki, które czytał, cienkie nie były, może w końcu z nudów sam zagada – żartuje dziewczyna.

Z kwiatka na kwiatek

Oprócz anonsów o treści z grubsza matrymonialnej i wymiany uwag na temat sensowności przedsięwzięcia, Spotted BUW pełni i inne funkcje. Nie brakuje pytań o możliwość taniego wypicia piwa czy zjedzenia czegoś dobrego ze znajomymi, próśb o odkładanie książek na miejsce czy „dyskretnego” zwracania czyjejś uwagi na zbyt głośno grającą w słuchawkach muzykę, irytujące pociąganie nosem czy niespuszczoną wodę w toalecie. Są i złośliwe uwagi adresowane do konkretnych osób. Do buwowicza w kremowym swetrze z łatami na łokciach: przyjmujesz chętnych na korepetycje z wywracania się na schodach? Pobiłeś dziś chyba rekord, trzy piękne gleby na długości 10 metrów czy Typie w strefie puf, z dzieckiem! Załóż buty na nogi, bo twoje stopy dają się odczuć! Swoją drogą, w końcu jakieś nowe lansiarskie akcesorium, to dziecko, nie tylko Apple i Apple! Bardziej soczystych przykładów nie godzi się przytoczyć.

Wiele dziewcząt zdecydowanie odcina się od towarzyskiego charakteru serwisu: Prawdopodobnie gdzieś w BUW-ie (między książkami, pod czyimś krzesłem, może już w kieszeni) leży mój samotny, zaginiony dowód osobisty. Jeśli ktoś się na niego natknął/natknie, będę bardzo wdzięczna za skontaktowanie się. Warto! Na szczęśliwego znalazcę czekają cenne nagrody! (uwaga: To nie jest ogłoszenie matrymonialne, naprawdę zgubiłam dowód.). Inne wręcz przeciwnie: Do kolegi w szarym sweterku siedzącego na dziale język/literatura/czasopisma. Czy może wiesz gdzie w BUW-ie znajdziemy darkroomy? Może pójdziemy poszukać ich razem, bo po wczorajszej imprezie nie idzie nam pisanie prac rocznych. Spotterki pogrążone w literaturze kamasutry. Niewykluczone, że to tylko kolejny z niewybrednych żartów użytkowników serwisu, choć powtarzające się narzekania na dziwne dźwięki dochodzące z toalet sugerują, że prawda może być dalece bardziej niepokojąca.

Kuzyn FitFindera

Pomysł na Spotted: BUW nie jest nowy – facebookowy profil to kuzyn powstałego w kwietniu 2010 roku FitFindera – społecznościowego żartu niejakiego Richa Martella.

Martell, wówczas student informatyki na University College London, założył prostą witrynę, na którą studenci jego, a następnie także kilkudziesięciu innych angielskich uczelni, mogli anonimowo wrzucać wiadomości przeznaczone dla widzianych w szkole nieznanych osób. Początkowo cel portalu był jasny – większość wiadomości pochodziła od nieśmiałych studentów obu płci, nieumiejących wybaczyć sobie, że ujrzawszy „w realu” kogoś atrakcyjnego nie odważyło się zagadać.

Pomysł chwycił – w ciągu pierwszego miesiąca przez stronę przewinęło się ponad 250 tysięcy osób, próbujących naprawić swoje błędy lub poczytać cudze wynurzenia. Niestety, równocześnie portal zalewała coraz większa ilość treści skrajnie obraźliwych, często rasistowskich. Władze UCL zwróciły się do Martella o zamknięcie strony, a gdy ten odmówił, same pozbyły się jej z uczelnianych serwerów, dokładając jej autorowi solidną grzywnę za nadszarpnięcie reputacji uniwersytetu.

Spotted BUW jest niezależne od Uniwersytetu Warszawskiego – jego administratorzy nie ujawniają swojej tożsamości, nie korzystają też z uczelnianych serwerów. Mało kto wierzy jednak w długotrwałe powodzenie tej inicjatywy. Oj tam, i tak nic z tego wszystkiego nie wyjdzie, administratorzy się znudzą albo ludziom nie będzie się chciało dłużej dodawać postów, bo ileż można… choć ja ciągle mam nadzieję, że zdarzy się coś wartego wspomnienia i… czekaj, ale to słabo brzmi, co ja wygaduję w ogóle… dobra, starczy tych bzdur, koniec, mam naukę! – niespodziewanie ucina rozmowę Magda. Widząc, że to więcej nie usłyszę, dziękuję, podnoszę plecak i odchodzę. I widzę jeszcze, jak dziewczyna znowu rozgląda się dookoła.

Możliwość komentowania jest wyłączona.