Opublikowano , autor: dokumentalistyka

DELIRA,Michał Amielańczyk

 

Zadumany sołtys „Globalnej Wiochy”

Wielu już próbowało żenić tradycyjne folkowe brzmienia z rockiem, ale „muzykę psychodelicznej Świtezianki” graną przez wielokrotnie nagradzaną formację Żywiołak wciąż nie sposób z czymkolwiek pomylić. Z liderem zespołu, multiinstrumentalistą Robertem Jaworskim rozmawia Michał Amielańczyk.

  • Interesuje cię sztuka ludowa i stare motocykle. Czy te pasje coś łączy?

  • Jeszcze parę lat temu jeździłem po licznych wsiach w poszukiwaniu starych motocykli. Spotkaniom z ludźmi towarzyszyły ciekawe historie, np. o dziadku obecnego właściciela maszyny, ostrym odjazdowcu, mającym przed laty zwyczaj regularnie wparowywać motocyklem do lokalnej remizy. Folk był zawsze obok. Opowiadane językiem ludowym historie nabierały życia i stawały się w środowisku naszej kliki motocyklowej niemalże „kultowe”.

  • A która gałąź sztuki ludowej najbardziej cię kręci?

  • Pod pojęciem sztuki ludowej rozumiem bardzo szeroki obszar kultury: od muzyki po elementy stylistyczne, rzeźbę, grafikę, formy ubiorów. Interesując się muzyką ludową nie da się tych elementów rozdzielić – gdy obserwuje się grających muzykantów łowickich, widzi się też ich stroje. Jakiś czas temu mogłem przyjrzeć się strojom charakterystycznym dla okolic Sandomierza i okazało się, że występuje na nich ornamentyka jeszcze z czasów wędrówek ludów – wzory, które wcześniej widziałem na kartach ksiąg średniowiecznych. To niesłychane, że można dziś odnaleźć takie artefakty.

  • W tekstach, czy to Żywiołaka, czy rD&K, pojawiają się m.in. fragmenty poezji Leśmiana. Czy sam czytujesz poezję?

  • Jak najbardziej. To właśnie Leśmian sprawił, że zainteresowałem się poezją, to dzięki niemu zacząłem poszukiwać innych autorów, którzy tworzą – lub tworzyli – podobnie do niego. Niestety, nie jest łatwo – dla nas, ludzi grających folk, Leśmian to wyjątkowa osoba i odnoszę wrażenie, że chyba żadnemu polskiemu poecie nie udało się zbliżyć do takiego stylu ludowego jak jemu właśnie. Aczkolwiek ostatnio udało mi się odnaleźć natchnienie np. w „Panu Tadeuszu”.

  • No właśnie – skąd czerpiesz inspiracje?

  • To zazwyczaj przypadki – trafiam na jakąś książkę etnograficzną, tomik wierszy, fraszek czy melodię ludową na płycie z nagraniami terenowymi. Bywa, że w książkach naukowych odnajduję fragmenty tekstu odwołujące się do folkloru, np. przedchrześcijańskiego, którego wiele elementów do dzisiaj w folklorze istnieje i funkcjonuje.

  • Folklor to dziś dla wielu archaizm i cepeliada.

  • Rzeczywiście, folklor jest dla współczesnych ludzi z miasta czymś nieciekawym i niezrozumiałym. Tradycyjna muzyka skrzypcowa stała się dla nich mało ciekawa w dzisiejszych oryginalnych, wiejskich wykonaniach. Ja odgrywając te tematy pozbawiam je „niepotrzebnych” z punktu widzenia współczesnego muzyka „przaśnych upiększaczy” i naleciałości związanych ze sferą estetyki i mentalności ludzi dzisiejszej wsi. Gram ją po swojemu – „miastowo – transowemu”. Podobnie z tekstami – niektóre oryginalne teksty zmieniam, aby pozbawić je tej „zbyt dosłownej przaśności”. Dla przykładu z tradycyjnej piosenki „Kto się zani” usunąłem sformułowania w rodzaju „ctery grose mam w kieseni”, by dodawszy w zamian parę zwrotek uzyskać ostatecznie utwór o zupełnie nowym znaczeniu, znany jako „Femina” Żywiołaka.

  • Wśród twoich zainteresowań znajduje się także muzyka nordycka. Czy ma ona jakiś związek z polskim folklorem?

  • Tradycyjne utwory, np. szwedzkie, są bardzo związane z polskimi. W XVII w, prawdopodobnie w czasie m.in. potopu szwedzkiego, nastąpiła intensywna wymiana kulturowa, przeniknięcie muzyki ludowej do Szwecji. Być może miało to związek z tym, że morze lodowaciało i bywały nawet momenty, kiedy na Morzu Bałtyckim między Polską a Szwecją budowano karczmy. Polska muzyka przeniknęła do Skandynawii, Skandynawowie zaczęli grać nasze melodie. Na początku korzystali bezpośrednio z naszych utworów, potem jakoś naturalnie przyjęli taki styl grania. Żeby było śmieszniej, melodie takie zostały nazwane po prostu „polska”.

  • W podręcznikach nie akcentuje się jakoś szczególnie tych powiązań.

  • Dowodów na ich autentyczność jest mnóstwo. Ostatnio, zainteresowawszy się bardzo specyficznym kościółkiem w okolicach Darłowa, z XIII albo XIV w., znalazłem informację, że w tamtych okolicach urodził się któryś z ówczesnych książąt Norwegii i Danii. Niestety archeologia w Polsce jest spowolniona brakiem środków na docelową naukową eksplorację. Większość badań prowadzi się w ramach „akcji ratunkowych” poprzedzających wszelkiego rodzaju inwestycje budowlane. To zresztą być może tematy mało ciekawe z punktu widzenia naszej polityki, która ma aspiracje, by być bardziej na prozachodnią niż propółnocną.

  • Czy nie masz ambicji, by w jakiś sposób samemu sprawić, by pojawiło się to w szkołach?

  • W jakimś sensie chyba to robię. Chciałbym muzyką poszerzyć horyzonty niektórych ludzi, interesując rzeczami, o których nie pisze się w podręcznikach wytłuszczonym drukiem.

  • Jak reagują twoi znajomi i rodzina na zainteresowanie taką a nie inną tematyką, śpiewanie o utopcach czy innych słowiańskich duchach?

  • Jestem człowiekiem wyraźnie związanym z tworzeniem pewnej części kultury tego kraju i dziś na szczęście nie spotykam się z ludźmi, którzy próbują kwestionować moje zamiłowania. Ale początki były straszne – zwłaszcza w kręgach młodych muzyków interesujących się polską sztuką ludową nie do pomyślenia było, że do polskiej muzyki można dochodzić poprzez zainteresowanie muzyką skandynawską. Wiesz, młodzi puryści, młodzi pseudopatrioci…

  • Czy kiedykolwiek znajdzie się dla Żywiołaka miejsce w RMF-ie czy innym Radiu Zet?

  • Żywiołak będzie tam grany wówczas gdy puszczą np. Lao Che, Kazika i wielu innych artystów tworzących kulturę alternatywną.

  • Czy jesteś chrześcijaninem, chodzisz do kościoła?

  • Nie, kompletnie odrzuciłem doktryny kościelne, nie czuję się katolikiem. „Podprogowo” czuję się natomiast chrześcijaninem – zostałem wychowany w normalnej, chrześcijańskiej rodzinie, moja babcia uczyła mnie zdrowasiek (nieważne, że je potem porzuciłem). Chrześcijaństwo uważam za bardzo ludzką i pozytywną religię. Natomiast cały związany z nią instytucjonalizm to coś, co mnie odrzuca. Dla mnie nie istnieje coś takiego jak religia katolicka czy religia pogańska. Jest religia w ogóle. Taka sfera sacrum człowieka.

  • Jak więc spędzasz chociażby święta Bożego Narodzenia?

  • Tak, jak większość Polaków – to rodzinne spotkanie przy choince, z kolędami i opłatkiem. Wychowałem się w rodzinie o tradycji chrześcijańskiej, takie zwyczaje były u mnie od najmłodszych lat praktykowane i to dla mnie coś normalnego. Celebruję tak, jak wszyscy – bo tak było zawsze, i nie chcę udawać „innoludka”. Tyle, że traktuję święta nie jako przeżycie duchowe, a po prostu rodzinną tradycję. Nie sądzę, by uderzało to w mój światopogląd.

  • Podczas jednego z warszawskich koncertów rD&K pewien utwór poprzedziliście stwierdzeniem: „słyszałem ,że jesteśmy satanistami, a to będzie utwór mocno ekumeniczny”. Podczas gry miałeś nałożoną stułę. Były to żarty, czy miałeś jednak sytuacje, w których byłeś krytykowany przez kościół?

  • Mam to szczęście, że nie byłem krytykowany przez kościół, chociaż… na jakichś portalach katolickich widzieliśmy artykuły na nasz temat. Jednym z ciekawszych sformułowań, które znalazł chyba Robert [R. Wasilewski, basista Żywiołaka – M.A.], było „jesteście fajnym zespołem, szkoda tylko że takim pogańskim”. Bardzo obrazowy przykład, a to i tak jest jedno z lżejszych określeń. Powinniśmy uważać, bo nasz kraj jest przewrażliwiony, jeżeli chodzi o podobne sytuacje, i stuła już na pewno nie pojawi się na koncercie. To był jeden szalony pomysł, i już go nie powtórzę.

  • A skąd ją wziąłeś?

  • Na to pytanie wolałbym nie odpowiadać w wywiadzie (śmiech). Bynajmniej jednak nie zwinąłem jej z kościoła, dostałem ją od kogoś.

  • Jaki masz obraz dzisiejszego Polaka? Złodziej, alkoholik, Polak-katolik [fragment tekstu piosenki „Żywiołak” – M.A.]?

  • To coś, nad czym bardzo często się zastanawiam. Jak słusznie nazwała to już Kapela ze Wsi Warszawa, jesteśmy narodem bardzo wykorzenionym. Jest mi bardzo przykro, że przeciętny Polak nie jest w stanie zanucić żadnego tradycyjnego polskiego utworu (no może z wyjątkiem „Sto lat”). I może nie dlatego, że go nie zna, ale dlatego, że kultura ludowa jest bardzo słabo propagowana, jest podawana w formie, której przeciętny Polak mieszkający w mieście nie jest w stanie zaakceptować. Żywiołak próbuje ją na nowo interpretować, pokazać jak mogła kiedyś funkcjonować, jaki ludzie mogli mieć do niej stosunek, jaki jest on miejscami i dzisiaj.

  • Przewodnikiem po waszej ostatniej płycie noszącej wiele mówiący tytule „Globalna Wiocha” jest Chopin ukryty pod postacią krasnala. Skąd pomysł na taki miks?

  • Koncepcję albumu opracował drugi mózg Żywiołaka, Robert Wasilewski. Miał sporo pomysłów na muzykę mówiącą o współczesności, stwierdziliśmy więc – „dlaczego by nie nagrać płyty w pełni jej poświęconej?”. Łącznikiem czasów obecnych i dawniejszych został Fryderyk Chopin – trwał rok szopenowski, jakiś czas temu nagrywałem jego melodie na lirze korbowej, on sam inspirował się melodiami muzykantów ludowych swoich okolic U nas przybrał postać krasnala, bo, jak słusznie zauważył Robert, to jedyny przedstawiciel demonologii ludowej, który przetrwał do dzisiaj w niezmienionej formie. Nie został przez Kościół zrzucony z piedestału i nadal jest tym, kim był – w pewnym sensie dobrym duchem.

  • Czy nikt nie miał nic przeciwko przedstawieniu wielkiego polskiego kompozytora jako krasnala?

  • Nie, wręcz przeciwnie, ludzie przychodzą na koncert w czapkach krasnali. Chyba nikomu w Polsce krasnal nie kojarzy się z czymś negatywnym, a raczej z uśmiechem na ustach i mrugnięciem okiem.

  • Dlaczego zespół tak mocno kojarzący się z „czasami dawnymi” nagrał płytę traktującą niemal w zupełności o czasach współczesnych?

  • Dobrze powiedziane, „kojarzący się”. Długo promowaliśmy swój pierwszy album, i sami doprowadziliśmy do tego, że przylepiono nam taką łatkę. To jednak opinia fanów, nie nasza – my jesteśmy po prostu artystami, którzy chcą tworzyć muzykę. Odchodząc od stylu pierwszej płyty potwierdzamy, że jesteśmy przede wszystkim muzykami, a nie tylko pasjonatami dawnych czasów.. Fani powinni być przygotowani, że dalej będziemy zaskakiwać, choć mam już pomysł na kolejną mroczną płytę ludyczną. Znów poruszymy wątki demonologii ludowej, ale nie w sposób taki, jak na pierwszej płycie, a pod przykryciem tematu obecnego od zawsze – śmierci.

  • Cóż, chyba mało kto spodziewał się, że Żywiołak będzie śpiewał o ludziach zatracających się w Internecie. [mowa o piosence „Sieć” – M.A.]

  • To bardzo mocny utwór, tekst autorstwa Moniki Wierzbickiej mówi wiele o Polakach i w pełni się z nim zgadzam. Sam po sobie widzę, co dzieje się, gdy siadam do komputera – muszę sobie nastawiać minutnik, by skończyć korzystanie z niego o wyznaczonej porze.

  • Jaki jeszcze jest według ciebie typowy Polak? „Złodziej, alkoholik, Polak-katolik”? [fragment tekstu piosenki „Żywiołak” – M.A.]

  • To coś, nad czym bardzo często się zastanawiam. Jak słusznie nazwała to już Kapela ze Wsi Warszawa, jesteśmy narodem bardzo wykorzenionym. Jest mi bardzo przykro, że przeciętny Polak nie jest w stanie zanucić żadnego tradycyjnego polskiego utworu (no może z wyjątkiem „Sto lat”). I może nie dlatego, że go nie zna, ale dlatego, że kultura ludowa jest bardzo słabo propagowana, jest podawana w formie, której przeciętny Polak mieszkający w mieście nie jest w stanie zaakceptować. Żywiołak próbuje ją na nowo interpretować, pokazać jak mogła kiedyś funkcjonować, jaki ludzie mogli mieć do niej stosunek, jaki jest on miejscami i dzisiaj.

  • Globalna Wiocha” jest dość mocno zaangażowana politycznie, prowokuje.

  • Dzisiaj opowieść o współczesności, która nie ociera się o politykę, to prawie nie współczesna opowieść. Polityka jest wszechobecna i mówi się o niej niewspółmiernie więcej, z racji tego że mamy media i każdy ma możliwość swobodnego jej komentowania. Polityki na płycie nie można było uniknąć, choć przecież utwory, gdzie nie ma jej wcale, takie jak „Pieśń słoneczna”.

  • Jaka jest więc Polska Deliry? Co cię najbardziej w niej wkurza?

  • Dziś w Polsce najbardziej boję się służby zdrowia. Mój ojciec zmarł na skutek niedopatrzenia lekarzy, więc mam swoje zdanie na ten temat. To podstawowa rzecz, którą należy zmienić – nie ma nic ważniejszego od ludzkiego życia. Niestety, nie wiem, czy szybka naprawa wielu rzeczy jest możliwa.

  • Dlaczego?

  • Problem leży w naszej mentalności. Polska bardzo ucierpiała podczas drugiej wojny światowej, czego efekty widać do dziś. Nasz kraj można porównać do dziecka z rodziny patologicznej, które, gdy dorośnie, będzie może dojrzałe i porządne, ale cały czas czkawką będą mu się odbijały traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa. Dzisiejszą rzeczywistość wciąż tworzą ludzie wychowani w poprzednim systemie, systemie korupcji i inwigilacji. Kolejne pokolenia, choćby zdegenerowane w inny sposób, przynajmniej pod względem swojej mentalności będą zdrowsze. Jestem przekonany, że w ciągu kilkudziesięciu lat proces naprawy mentalności dokona się sam, jaka by nie była pozycja ekonomiczna naszego kraju. Ja, jako artysta, mogę go co najwyżej popędzać, pisząc takie, a nie inne teksty, wskazując na potrzebę zmian.

  • Na płycie pojawiają się utwory poświęcone czterem miastom, m.in. pozytywnie ukazanemu „kolorowemu” Oslo. Czym różni się życie mieszkańcy stolicy Norwegii od życia Warszawiaków?

  • Po pierwsze, co zaznaczam już w pierwszej zwrotce, jest tam wbrew pozorom cieplej. Po drugie i przede wszystkim, najbardziej różni nas właśnie mentalność. Norwegowie żyją w kompletnie innych realiach, wychowują się w dobrobycie, nie muszą być jacyś pazerni czy przesadnie oszczędni. Już pierwszy kontakt pozwala zauważyć ogromną przepaść między nami – w Oslo, gdy idziesz na niedzielny spacer, nieznajomi ludzie uśmiechają się do ciebie, często pozdrawiają mówiąc „witaj”… Ja gdy rano idę przez miasto i czuję pozytywną energię innej osoby, też mam ochotę się uśmiechnąć, powiedzieć „dzień dobry”… ale często nie mogę się przemóc. Bez słowa przechodzę obok, i tylko po chwili myślę sobie – „Boże, przecież mogłem to zrobić… Ależ ze mnie Polaczyna”. To silniejsze ode mnie – który Polak mówi „dzień dobry” nieznanej osobie?

  • Gdybyś jednak spróbował, jaka byłaby reakcja?

  • Człowiek zdziwiłby się pewnie i zastanawiał, co za „ufoludek” się z nim wita. To oczywiście generalizowanie – w Polsce też spotkałem ludzi, którzy się uśmiechają, i o dziwo akurat w Warszawie też dobrze to widać. Lubię się czasem zapuszczać w osiedla domków jednorodzinnych poukrywanych wśród bloków np. na Saskiej Kępie czy Marymoncie – ich mieszkańcy żyją, wydaje mi się, troszkę inaczej, niż przeciętny Polak. I to właśnie tam spotykałem się z uśmiechami. Bo to nie jest fenomen Zachodu, a po prostu pozytywnej rzeczywistości.

  • Cóż więc mamy robić? Uciekać do Oslo i tam szukać szczęścia?

  • Uciekać? Chyba nie. Niedawno wróciłem z USA, gdzie szybko dopadł mnie demon jakże głośnego tematu, „gazu łupkowego”. Tam jest to ogromny problem, przynajmniej dwa razy w tygodniu miałem styczność z wiadomościami telewizyjnymi mówiącymi o kolejnych skażeniach i problemach ludzi związanych z terenami przeznaczonymi do eksploatacji. Poczułem, że w Polsce ten temat dopiero raczkuje i poczułem ulgę. To, co proponujemy, to budowanie doświadczenia życiowego na podstawie obserwacji innych kultur. Jestem bardzo szczęśliwy, że dane mi było być tu i tam. Dzisiaj, dzięki jakże mocno krytykowanej Unii Europejskiej, każdy Polak może wsiąść do niedrogiego samolotu i za godzinę znaleźć się tysiąc kilometrów stąd, wykupić nocleg w hostelu i obcować z inną kulturą. Tego właśnie wszystkim życzę – konfrontowania rzeczywistości i uczenia się od tych, którym nie była dana tak traumatyczna historia jak ta, której doświadczyła Polska. I to jest chyba główny przekaz „Globalnej Wiochy”.

BIOGRAM

Robert Jaworski – ur. 3 V 1975 w Turku. Ukończył Wyższą Szkołę Ekologii i Zarządzania w Warszawie, wcześniej studiował na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Łódzkiej oraz Wyższej Szkole Ochrony Środowiska w Radomiu. Gra na instrumentach ludowych oraz współczesnych rekonstrukcjach instrumentów dawnych (lira korbowa, fidel renesansowa, gęśla gdańska smyczkowa, lutnia, flet, dudy, altówka). Współpracownik Kapeli ze wsi Warszawa i Percivala Schuttenbacha, założyciel rockowo-folkowych formacji „Ich troLe”, „Żywiołak” oraz „Roberto DELIRA & Kompany”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.