Opublikowano , autor: dokumentalistyka

Marta Fiszer-studentka LR

 

CICHE PUNKI

Berlin, dzielnica Pankow, a właściwie jej obrzeża. Wbrew nazwie wcale nie punkowa; przypomina warszawską Sadybę, zaciszną, zieloną. Pozbawiona klubów, galerii sztuki i loftów zaludnianych przez artystów. W starych kamienicach albo nowoczesnych prawie samowystarczalnych eko-domach mieszkają ludzie głównie w wieku emerytalnym.

Stille Strasse, czyli ulica Cicha faktycznie taka jest. Ale to właśnie tam znajduje się nie pasujący do tej sielankowej miejskiej układanki element.

 

Doris, Klaus, Christina, Anne, Johann i ponad trzysta osób od piętnastu lat mieszka i użytkuje domek na Stillestr. Sami go utrzymują; płacą czynsz, rachunki, pokrywają koszty drobnych remontów, dbają o ogródek.

 

To jest przecież ich wspólny dom, a także jedyna przestrzeń twórcza, gdzie mogą realizować najróżniejsze projekty. Regularnie odbywają się warsztaty malarskie, działa chór, są zajęcia gimnastyki, jest wędrowny klub i kółka językowe. Johann udziela też porad lekarskich, bo choć od siedmiu lat już nie operuje, trudno mu nie gadać o wątrobach i nerkach. Poradami prawnymi zajmuje się Klaus, teraz za bardzo nie ma za bardzo czasu na regularne dyżury, ale na szczęście nie miał tutaj zbyt wielu spraw.

 

Imprezy? Bywają, nie za często, bo przecież sąsiedzi i cisza nocna od 22. Policja nigdy nie zrobiła nalotu, nie było żadnej skargi, nikt nie przyszedł z awanturą.

 

Dzieje się sporo, ale naprawdę po cichu.

 

Od marca 2012 roku mają problem z władzami miasta. Czy raczej władze mają problem z nimi. Burmistrz Pankow, Matthias Köhne wolałby, aby wynieśli się z kamienicy i robi wszystko, aby to przyspieszyć. Na razie nie straszył policją ani siłowymi metodami ewikcji, ale kto wie…

 

Widmo likwidacji towarzyszy wszystkim przestrzeniom socjalnym w całej Europie, zwłaszcza squatom. Ale Stillestr. Do tej pory nie było squatem. Było ośrodkiem kultury emerytów.

 

– Pani do nas? A, pani tu przecież teraz z nami mieszka! Już zapomniałam od wczoraj. Bo teraz ta biurokracja jest taka pogmatwana! A wszystkie rachunki, księgowość to ja robię, zwłaszcza teraz musze pilnować absolutnie wszystkiego, żeby tylko nie znalazł się jakiś punkt zaczepienia. Żadnych potknięć!

 

Doris ma 72. lata, całe życie spędziła w papierach. Pracowała w bibliotece, potem jako księgowa. Czasem pomagała siostrze w kiosku. W pamięci liczy procenty, odsetki, zapamiętuje szeregi cyfr. Dwa razy dziennie pyta mnie o imię, przez cały tydzień.

 

– Oczywiście, możesz z nami mieszkać, ale pomożesz nam napisać tekst manifestu na stronę internetową angielskiej wersji i podciągniesz mnie z języka. Taka wymiana najwyższych dóbr, wiedza za wiedzę. My nie jesteśmy starymi wariatami, którym się nudzi. Utrzymujemy to miejsce od 1997 roku z własnych kieszeni, to nasz wspólny dom, nasz azyl, nasz mały świat. My sami go stworzyliśmy, potrzebujemy go i łatwo nie oddamy.

 

Klaus, 70 lat, prawnik. Po angielsku mówi, jakby wczoraj przyjechał z Los Angeles. Bardzo wyrażnie, bez charakterystycznego niemieckiego akcentu. P[przyznał się, że wcześniej uczył go amerykański dziennikarz, który mieszkał na Stillestr. Przez cały maj. Klaus nie lubi opowiadać o sobie, jest prawnikiem, wystarczy. Pyta raz, jak po angielsku jest „tajemnica zawodowa”, a potem często tak, pół żartem pół serio, wymiguje się od odpowiedzi.

 

Anne za to nie mówi nic. Uśmiecha się tylko, przekłada różne papiery, parzy kawy dla wszystkich, czasem trochę sprząta. Słyszy i rozumie wszystko, ale przez cały tydzień właściwie wcale się nie odzywa.

 

– Ona jest samotna. To znaczy ma nas, ale nikogo z krewnych. Ma na górze swój pokój. Jest co prawda zameldowana gdzie indziej, ale swoje mieszkanie wynajęła studentom, woli być tutaj. Dlaczego nie mówi? Nigdy nie pytałem; nie chce, to nie. Może się już w życiu nagadała. A może też ma swoje „zawodowe tajemnice”?

 

Klaus półgłosem opowiada o swoich przyjaciołach. Tylko on z całego towarzystwa mówi po angielsku. Z pozostałymi rozmawiamy za jego pośrednictwem albo przez Christiana, dziennikarza freelancera, który wpada tu prawie codziennie, odkąd zaczęły się problemy. Pomaga seniorom przygotowywać petycje do władz miasta, organizuje pozwolenia na demonstracje, razem z Klausem szukają luk w prawie, które ułatwiłyby utrzymanie statusu kamienicy. Christian naprawił też schody i poręcze.

 

– W marcu przyszła tu delegacja z urzędu miasta „obejrzeć obiekt”. Tak powiedzieli, myśleliśmy, że może zaproponują jakąś pomoc, niekoniecznie finansową. Okazało się, że budynek sprzedany ma zostać deweloperowi, więc sprawdzają stan, aby wstępnie ustalić cenę, a przy okazji uświadomić nam, że żyjemy w „ruinie”. Deweloper oczywiście tę „ruinę” sprzeda komuś za ciężką forsę, bo przecież jest gotowa do wprowadzenia.

 

Pankow to unikalne miejsce, zupełnie niepodobne do reszty Berlina. Ma klimat sielanki. A nasz kolektyw z socjalnym domem tu nie pasujemy; dali nam jasno do zrozumienia.

 

Kiedy Doris opowiada o początkach konfliktu, zaczyna nerwowo bawić się licznymi pierścionkami. Często smutno zerka na Klausa, gdy ten tłumaczy mi jej słowa.

 

– Faktycznie, koszty konserwacji rosną, ale stać nas. Pieniądze nie są aż takim kłopotem. Przewija się tu około 300 osób, każdy pomaga, na ile może. Poza tym niedaleko mamy podobny ośrodek. Tamtemu na razie ewikcja nie grozi, nie stoi w pasie domów mieszkalnych. Bardziej nadaje się na pomieszczenia biurowe, a kto by chciał prowadzić interes tam, gdzie nic się nie dzieje? Do pracy jeździ się wszędzie indziej, na Pankow wraca się spać.

 

Wiele berlińskich squatów ma analogiczną sytuację. W tym tygodniu jest demonstracja w obronie Tacheles, legendarnej artystycznej przestrzeni. Niedawno odcięto tam prąd i wyrzucono artystów ze wszystkich czterech pięter. Na parterze dzień i noc trwa zbiórka podpisów pod petycją do władz miasta.

 

W tym samym czasie squattersi z Linienstrasse organizują całodniowy festiwal, nie wiadomo, czy nie ostatni. Naprzeciwko ich siedziby (wielki, kilkupiętrowy, stary blok) powstaje nowoczesne osiedle typu „betonowe getto”. Mieszkańcy tych luksusowych klatek ciągle nękają radców wnioskami, aby wreszcie zrobili „raus” punkom , bo bezczeszczą wizerunek ich okolicy. Nie mają ochoty oglądać co rano wykolczykowanych twarzy i irokezów, nawet jeżeli mówią im one dzień dobry. Nie chcą widzieć tęczowych flag naprzeciwko, całujących się dziewczyn i chłopców w perukach.

 

Schwarzerkanal Wagenplatz szczęśliwie znalazło właśnie nowy teren. Teraz też mieszkańcy organizują trzydniowy festiwal, poświęcony kulturze LGBTQ. Ten kolektyw przegrał batalię o pozostanie na pierwotnym miejscu pod koniec 2011 roku, ale na ogrodzonym placu wciąż jest ugór.

 

Wszystkie te squaty znajdują się w Mitte, na Kreuzbergu i Friedrichshain, czyli dzielnicach opanowanych przez artystów; stanowiących kulturalne płuca Berlina. Za artystami tworzącymi kreatywne mikroświaty, podążają inwestorzy, przedstawiciele korporacji, łowcy trendów i kreatorzy masowych trendów. Wszyscy oni wykorzystują twórczy potencjał takich miejsc, wykupując tam lokale pod modne kluby, knajpy, sieciowe kawiarnie i butiki. Mikroświat z niszy staje się modnym, a więc powszechnie uczęszczanym miejscem, gdzie zamiast pomysłowości kartą wstępu jest gotówka.

 

– Naszym problemem nie jest gentryfikacja. Pankow nie cierpi na wirus mody.

 

„ Cały Berlin stał się zimny, nieprzyjazny. Na miejsce przestrzeni wykorzystywanej na cele socjalne i kulturalne, wkroczyło wykorzystywanie i wyprzedaż miasta. Miejsca te zostają wypierane i likwidowane w imię racjonalizacji, w stopniu, który zagraża spójności socjalnej i równowadze społecznej. Odpowiedzią osób odpowiedzialnych politycznie za te praktyki jest stwierdzenie „przecież nie mamy pieniędzy”! Tak napisaliśmy w manifeście.

 

Dlaczego więc nieudolni, choć będący u władzy, nie pozwalają społeczeństwu na samostanowienie i samorealizację? Wiadomo, najprościej jest sprzedać problem. Ale ludzi się nie sprzedaje.

 

Doris, jako medialna przedstawicielka seniorskiego kolektywu zna treść manifestu na pamięć. Zapomniała tylko, gdzie zostawiła wczoraj farby do malowania transparentów, mimo że godzinę temu układała tubki w pudełku.

 

– Po 15 latach przyszło dwóch takich z urzędu miasta i czepiali się, że urzędujemy w domu bez windy! I że to na granicy ryzyka utraty zdrowia i życia w naszym wypadku, a już na pewno niezgodne z przepisami bhp!

 

Że bieganie po schodach dla emeryta to kuszenie osteoporozy, tak mówili!

 

To ja im na to, że gdyby ta winda była, to pewnie połowa z nas byłaby przykuta do wózków.

 

Faktycznie, wszyscy ze Stillestr. są w pełni sprawni, prawie nikt się nawet nie garbi.

 

Klaus startuje w rajdach rowerowych, wszystkie panie chodzą na gimnastykę, Christina tańczy tango.

 

Do pokoju wchodzi Anne. W jednej ręce trzyma tacę z trzema kubkami kawy, w drugiej dzbanek mleka. W drodze z kuchni nawet się nie zachwiała.

 

– Kiedy negocjacje nie odnosiły już skutku, stwierdziliśmy, że czas na radykalne działania. Okupacja była szalonym pomysłem, ale jedynym najlepszym. Doszliśmy do wniosku, że wymienianie się papierami i przerzucanie argumentami z politykami jest bez sensu, bo za naszymi plecami i tak zrobią swoje. Chcieliśmy zatem pokazać, że mamy siłę i zapał, aby wyjść na ulice i głośno domagać się swoich praw. Taka pokojowa rewolucja, demonstracje, transparenty; wszystko po to, żeby się pokazać.

 

Na początku nikt nie przypuszczał, że to się uda. To było szaleństwo, ale w nim metoda.

 

Po kątach poustawiane są tęczowe parasole, flagi, przeszkadzajki i inne demonstracyjne insygnia. N wszystkich napisy „Wir bleiben Alle” . W korytarzu na stole leży gruba księga do zbierania podpisów osób solidaryzujących się z seniorami. Niestety, nie ma ich zbyt wiele.

 

– Jesteśmy znani tylko na Pankow. Nie mamy kontaktu z innymi squattersami, z punkami też nic wspólnego. Owszem, posługujemy się tymi samymi sposobami, ale na mniejszą skalę. Zaangażowaliśmy się też w obronę Mauerpark (wielki park, gdzie cyklicznie odbywa się malowniczy pchli targ) i Tempelhofem Feld (park i tereny zielone).

 

No i nie chcielibyśmy spektakularnych awantur czy zamieszek.

 

Być może też dlatego wciąż się trzymamy, a politycy traktują nas poważnie.

 

Fakt, linia obrony Stillestr. przygotowana została w najdrobniejszych szczegółach. Poza „punkowymi” elementami seniorzy wykorzystali też zapisy prawne, nie tylko mieszkaniowe, ale nawet te z Konwencji Praw Człowieka, umożliwiające im utrzymanie budynku. Klaus przecież doskonale się orientuje w kodeksie.

 

– Nawet w tym wieku człowiek znajduje w sobie takie pokłady pasji i samozaparcia, o jakie by się nie podejrzewał. Wiek nie przytepia kreatywności i nie pozbawia możliwości nadążania za zmianami społecznymi. Dopiero teraz stać nas na robienie rzeczy niemożliwych!

 

Ageizm? Uważnie śledzimy doniesienia w mediach na nasz temat i nigdy się z nim nie spotkaliśmy. W stosunku do nas nie występuje. Zresztą, niemieckie media są bardzo wyczulone na wszelkie przejawy dyskryminacji. Czasem tylko ktoś napisze z ironią, że w starych piecach Kropotkin pali, ale przecież to też właściwie wyraz uznania i sympatii.

 

Doris jest już zmęczona, Klaus zerka na zegarek. Zagadaliśmy się, a dziś jeszcze mają nagranie dla telewizji internetowej i chcieliby wreszcie skończyć swoją stronę internetową. Dzięki niej może więcej osób podpisze wirtualną petycję. Christian chciałby założyć jeszcze ich profil na Facebooku, teraz to przecież potężna siła napędowa wielu inicjatyw. Doris oglądała ten portal kilka dni. Załapała, powiedziała „robimy”, ale każdy po trochu, żeby wszyscy się nauczyli.

 

– Może gdyby nie sytuacja zagrożenia nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jak cenne zjawisko stworzyliśmy. Jesteśmy grupą przyjaciół, kolektywem, jesteśmy emerytami-punkami. Nikt z nas nie spodziewał się, że pod koniec życia spotka go taka przygoda. Ale wiesz co? Nawet nas to cieszy. Ciągle mamy coś do zrobienia i wciąż jesteśmy potrzebni. Prawda, Anne?

 

Anne stoi oparta o krzesło Klausa. Kiwa potakująco głową. Śmieje się.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC Ar7987 Ar7988 DSC01325 DSC01326 DSC01680 DSC01684 DSC01687

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.